Filip Ratajczak – oto ten szczęśliwiec. Przynajmniej na wstępie jesiennej edycji Ligi Snookera 12ft. Grał w czwartej lidze, grał w trzeciej – teraz zagra od razu w pierwszej. Postępy, dobre wyniki oraz częsta aktywność latem spowodowały, że znalazł się na trzeciej pozycji w rankingu SummerTime. A że pierwszy i drugi zawodnik z tego rankingu w pierwszej lidze już są, więc Filip dołączył do Marcina Karłyka jako przedstawiciel lwóweckiego snookera w najwyższej klasie gier Ligi Snookera 12ft. Także tradycyjnie jesienna edycja ma nierówne liczebnie klasy gier. 11 zawodników w pierwszej lidze, 10 w drugiej, 10 w trzeciej i jedynie 17 w czwartej. W sumie 48 nazwisk. Ostatni raz tak niską frekwencje mieliśmy dokładnie 3 lata temu w edycji JESIEŃ 2015.

W poprzedniej edycji za 20 punktów można było sobie kupić najniższy stopień podium. Tym razem wystarczyło do zwycięstwa. Cóż z tego, jeśli mimo to i znów o włos... Doberschuetz wodzi nas za nos. Niechaj ten przypadkowy rym, będzie pierwszym wersem hymnu, który poprowadzi nas jesienią ku rewolucji, ku detronizacji tego drania. Spuśćmy Wiktora do 2 Ligi! Kto nie jest z nami ten przeciwko nam!

Bliżej nam do końca edycji niż do jej początku. W miniony weekend było dużo grania, głównie z powodu poprzekładanych meczów z początku majówki. Przy takiej ilości gier dostaliśmy pełen pakiet przeżyć. Były błyskawiczne frejmy (Leicherta), maratony meczowe (Sroka), dogrywki (Stęsik/Bystrzyński), dzień konia (Stęsik), czy czarne serie (Śniegowski, Jamroziak). Sypnęło brejkami, gdzie przez jednego z nich Mikołaj Stęsik wdrapał się na trzecie miejsce na liście brejków. No ale po kolei.

Czwarta porażka Pana Pawła Deckerta w tej edycji to niewątpliwie jedna z bardziej niespodziewanych rzeczy. Czy rzeczywiście?

Udany powrót do Ligi  Marka Lajasa Leicherta to główne wydarzenie minionej kolejki. Zawodnik z Wągrowca po dwóch edycjach przerwy znów stanął w szranki przy zielonych stołach i zrobił to w bardzo dobrym stylu, bowiem otworzył rozgrywki inkasując maksymalną zdobycz, aż 6-ciu punktów, w dwóch meczach. Jest murowanym faworytem czwartoligowej Grupy A, tym bardziej, że jego najgroźniejsi przeciwnicy już potracili punkty.

21 z 27 zaplanowanych na ten weekend spotkań zostało rozegranych. Otwarto również worek z brejkami i po pierwszym ligowym weekendzie notowanych podejść na liście brejków mamy już 65, z perłą w koronie w postaci osiągnięcia Tytusa Pawlaka na poziomie 42 punktów. Jak to zazwyczaj bywa w pierwszej kolejce, było trochę nerwów nowicjuszy, puściły pierwsze nerwy po pierwszych wtopach, choć najważniejsze w sumie jest to, że emocji nie brakowało.

Piąty raz z rzędu i tym razem w znacznie lepszym stylu niż jesienią, Wiktor Doberschuetz sięga po tytuł Mistrza Ligi Snookera. Nie przegrał z nikim, chociaż dość niespodziewanie skutecznie drogę ku kolejnym laurom próbował mu zagrodzić mu Marcin Jamroziak. Skutecznie o tyle, że o tytule zadecydował jeden, a dokładnie trzeci frejm w meczu między tymi dwoma.

    W przededniu rozstrzygnięć zimowych zmagań snookerowych klubu 12ft zawodnicy na łeb na szyje umawiają swoje mecze. Temperatura świadczy o tym, że ta zima spowodowała opóźnienia nie tylko pociągów ale i terminowego rozgrywania meczów. Nie chciało się zbytnio grać w terminach wyznaczonych … trzeba nadganiać !!! Brak wolnych terminów na najbliższy weekend i mecze przestawiane na dni robocze skumulowały sporą ilość ciekawych rozgrywek. Komu przypadną puchary na zbliżające się Święta? Zobaczymy po weekendzie!

Trzaskający mróz za oknem i poczekalnie przychodni przepełnione rekordowymi liczbami chorych na grypopodobne infekcje. Jest to jedna z głównych przyczyn przekładanych spotkań ostatniego tygodnia. Niemniej jednak przesuwane gry trzeba w końcu rozegrać, zwłaszcza, że wielkimi krokami zbliża się koniec zimowej edycji Ligi Snookera 12ft. Zostały nam już jedynie dwie rundy. Także nie ma czasu załamywać rąk przez nienajlepsze zdrowie i trzeba atakować szczyt niczym Denis Urubko, bo tak jak i w jego w przypadku, dla snookerzystów za chwilę skończy się czas na rozgrywanie meczów.

Prosta zasada skutkuje, wygrywać co się da a jak się nie da to przegrywać 1:2. I tak oto po sześciu kolejkach na podium znajduje się Rafał Zimniak, mimo tego, że ostatnie dwa mecze przegrał. Jeden z Jamroziakiem, drugi z Pawlakiem. Dla pierwszego z openentów to była kolejna winda w stronę zwycięstwa w Lidze, dla drugiego zaś cios skutecznie odsuwający go od podium. W obu przypadkach śmiem dodać - póki co.

Na Miłosza Kaczmarka nie ma mocnych. Trzeci raz z rzędu sposobu na niego nie znalazł Piotra Słodzinkę. Zaskoczeniem jednak jest zwycięstwo Miłosza nad Tytusem Pawlakiem, zaskoczeniem tym większym, że Pawlak wylądował po minionej kolejce na miejscu 8. i musi zacząć się sprężać, aby wydobyć się z zagrożonej strefy.

Jedna trzecia rozgrywek minęła nam szybko. Edycja Ligi Snookera 12ft ZIMA 2018 jest dla obserwatorów hojna pod względem niespodzianek. Trudno powiedzieć co jest większym zaskoczeniem minionego weekendu – świetnie punktujący w pierwszej lidze Tomasz Bystrzyński, czy brejki na poziomie 32 punktów w trzeciej lidze, które nie wystarczają do zwycięstwa, czy dramatyczna postawa trzecioligowca Roberta Wójcika grającego w drugiej lidze w zeszłej edycji, czy w końcu Magda Biela w czwartej lidze wyrywająca punkty byłemu trzecioligowcowi. A to tylko te grubsze sprawy. Rywalizacja nabiera rumieńców, wyniki coraz trudniej przewidzieć. To się może podobać.

Sesja na uczelniach nieuchronnie się zbliża, a wraz z nią stres i zgrzytanie zębów przed pierwszymi egzaminami. Mam tę moc, mam tę moc, wkuję semestr w jedną noc - niektórzy studenci śpiewają pod nosem pełni nadziei, że szczęście dopisze i uda się chyłkiem prześlizgnąć się do letniego semestru. Sesję weekendową rozgrywek można właśnie do takich semestralnych egzaminów przyrównać. Sprawdzian umiejętności zdało wielu snookerzystów z naszego poznańskiego fyrtla. Wbijali ładnie, wpisując się powoli, ale skutecznie na listę brejków. Kilka ładnych podejść mogliśmy obserwować podczas minionego weekendu.

Żadna głowa nie jest już zaprzątnięta gonitwą bożonarodzeniową. Wszyscy zapomnieli też o fajerwerkach sylwestrowych. Co niektórych dotknął może jeszcze Blue Monday, ale zasadniczo środek stycznia to okres, kiedy wszystko wraca już do normy. W przypadku klubu 12ft normą są cotygodniowe potyczki w Lidze Snookera. Ta się właśnie zaczęła. Do edycji ZIMA 2018 zgłosiło akces 57. zawodniczek i zawodników.

Nudzi mnie Doberschuetz, ale cieszę się, że tym razem musiał walczyć do samego końca o czwarty z rzędu tytuł. Przejrzałem archiwa ligowe z kilku ostatnich lat i podobna sytuacja, kiedy to Mistrz miał na koncie aż trzy porażki, zdarzyła się dwukrotnie - Zimą 2015 Karol Szuba-Jabłoński zwyciężył z trzema porażkami i 19-toma punktami na koncie, oraz Wiosną 2016 Paweł Flantowicz wygrał z 18-toma oczkami i z czterema porażkami 1:2. Flantowicz skorzystał wtedy ze słabszej gry Wiktora. To jeden z tych finezyjnie pokręconych przypadków, kiedy zawodnik z dwiema porażkami jest sklasyfikowany niżej niż ten z czterema porażkami. Wszystko przez brak zwycięstw bez straty frejma lub porażki w dotkliwym stosunku 0:3...