To już poniekąd tradycja, że co edycję Ligi Pool Bilarda 12ft zagadką jest fakt, jak w danej odsłonie Liga będzie wyglądała. Co ciekawe – co edycję te systemy rozgrywek identyczne są w pierwszej lidze. W drugiej natomiast tworzymy coraz to ciekawsze rozwiązania organizacji gier, co poniekąd podyktowane jest taką a nie inną liczebnością zawodników w niższej klasie gier. W edycji (zresztą jak w wielu poprzednich) spotkaliśmy się z kolejną nową dla nas sytuacją – druga liga liczy pięciu zawodników. Nie ma takiego problemu, z którym byśmy sobie nie poradzili, więc panowie z pomarańczowej tabeli mają swój unikalny system gier. Niemniej jednak dostrzegamy zagrożenie płynące ze zbyt małej ilości zawodników, wpływające na spadek atrakcyjności rozgrywek, więc w głowach mamy już szereg pomysłów i rozwiązań, które zainteresują sporą liczbę potencjalnych nowych zawodników. Szykuje się na zimę na tyle skomasowana akcja promocyjna, że być może na wiosnę ostatecznie dobijemy do pomysłu powstania trzeciej ligi.

Stało się. Znów. Tytus Pawlak oczywiście kolejny raz zaliczany był do absolutnych faworytów, ale od czasu do czasu jego mistrzowskie zapędy były już studzone przez wąskie grono zawodników, których stać było na wyrywanie pojedynczych tytułów. Od Słodzinki, przez Jamroziaka i Doberschuetza, po Jankowiaka - każdy z nich wykradał tytuły z kolekcji Pawlaka. Tym razem jednak, w wielkim stylu, zrobił to Łukasz Bartkowiak.

Weekend majowy w całej swej niezwykłej, jak na niego rozciągłości, już jest za nami. Dziewięć dni oderwania od rzeczywistości, na które przypadły dwa weekendy, a jakże - z kolejkami Ligi Pool Bilarda 12ft. Tajemnicą poliszynela jest to, że z frekwencją było cienko, gdyż na przeszkodzie stały majówkowe wyjazdy, lub ogólnie klimat rozanielenia klimatem wolnych dni. W miniony weekend, z poniedziałkiem włącznie, udało się jednak rozegrać aż pięć (z zaplanowanych dziewięciu) spotkań. Większość z nich wpisywała się w charakter serii dni wolnych – toczyła się leniwie, bez większych momentów stresowych czy nerwowych. Do klasycznego dreszczowca musieliśmy poczekać do poniedziałkowego wieczoru.

7:0 Szymona Grewlinga wyprowadziło go na 3. miejsce w tabeli. Jeśli mam być szczery, to takiego podmuchu świeżości na podium nie było już dawno. Nie dość, że prowadzi Łukasz Bartkowiak, to w dodatku w końcu rozgrywki świetnie otworzył ktoś poza Pawlakiem i Ptaszyńskim.

Kwiecień dobiega końca i rzeczywiście najpopularniejsze przysłowie związane z tym miesiącem można również odnieść do rozgrywek Ligi Pool Bilarda 12ft. Poprzeplatanie, bo o nim mowa występowało praktycznie u wszystkich zawodników. Każdy zawodnik swoje porażki przeplatał zwycięstwami, swoje łatwe mecze zestawiał dla kontrastu z zaciętymi spotkaniami do ostatniej bili. Minęła jedna trzecia edycji a niepokonanych bilardzistów pozostało już tylko czterech. A ci którzy nie wygrali jeszcze meczu, plotą jak wspomniany kwiecień o szczęściu przeciwników, lub własnym pechu.

To będzie fajna edycja. Nowe smaki, nowi rywale, powiew świeżości. Za nami pierwszy weekend Ligi Pool Bilarda 12ft, która zaczęła prawie od perfekcji organizacyjnej – tylko jeden mecz z pierwszej kolejki został przełożony na później. Działo się w pierwszej lidze. Działo się w drugiej lidze. Ale po kolei…

Dziwna zasada zapanowała w Lidze Pool Bilarda 12ft. Jej centralną osią jest Tytus Pawlak. Przypieczętował on właśnie zwycięstwem 7:0 nad Marcinem Jamroziakiem swój ósmy tytuł Mistrza Ligi. Odzyskał go w wyniku nieobecności Nikodema Jankowiaka. I to jest właśnie mechanizm ostatnich edycji - odebrać tytuł Pawlakowi. Bardziej już nie chodzi o sam tytuł Mistrza Ligi, ale żeby wygrać Ligę z Pawlakiem. Gdy to się już uda – można odejść, jak to zrobił Wiktor Doberschuetz, albo wspomniany Jankowiak. Do czasu, kiedy się nie pojawi kolejny pretendent do zwycięstwa w Lidze, etatowo Mistrzem Ligi zostaje Tytus. Tak też się stało w powoli kończącej się edycji ZIMA 2018.

Niewiele działo się w Lidze Pool Bilarda 12ft w ostatnich dniach. Rozegrano jedynie pięć pojedynków. Spośród nich możemy jednak wyłowić dwa spotkania ciężkiej wagi i to w skali całej edycji. Gdy będziemy oglądać końcowe zestawienia tabel ligowych zimowych rozgrywek, w myślach powinniśmy wrócić właśnie do rozstrzygnięć minionego weekendu. Obronną ręką z próby ognia wychodzili Tytus Pawlak i Łukasz Bartkowiak.

W ciągu 6. kolejki nie odnotowaliśmy wyników, które spowodowałyby znaczące roszady w klasyfikacji. Bohaterów nie było, ale z pewnością zawodnikiem tygodnia został Piotr Ptaszyński, który przerwał złą passę i wygrał dwa mecze.

Półmetek zmagań zimowej edycji ligi poola ewidentnie pokazuje, że zawodnicy z powodu mrozów stają się leniwi. W ten weekend rozegrano tyko 8 spotkań z obu lig. Czy to te gwałtowne zmiany temperatury na to wpływają? Czy może jakiś inny czynnik siły wyższej? Ciekawe natomiast jest kilka niespodzianek, które w ten weekend padły przy ośmiostopowych stołach obitych ciemnozielonym suknem. Temperatura w tabeli szczególnie pierwszej ligi zaczyna być gorąca i na pewno nie pozwoli oszronić klubowych szyb.

Wszyscy ma ją już za sobą rozruchowy mecz w tej edycji. Niektórzy powiedzieć mogą, że również i falstart już jest za nimi. Debiutanci z kolei już posmakowali meczowy stres i zaczynają się z nim oswajać. Faworyci zaczęli stawiać drugi i trzeci krok na swej drodze do wygrania swojej ligi. Trzecia kolejka za nami – a w niej dużo pewnych zagrań, stalowych nerwów a więc i zaciętych pojedynków.

Jeśli wliczyć mecz z wtorku, pomiędzy Maciejem Szulczewskim a Marcinem Jamroziakiem, to w ciągu ostatniej kolejki rozegranych zostało 10 spotkań ligowych. Wspomniane, było zdecydowanie najbardziej zaciętym i jedynym zakończonym w decydującej partii. Górą był Jamroziak, który po początkowej, niespodziewanie wysokiej przegranej z Krzysztofem Borowczykiem zanotował pierwsze zwycięstwo.

Zaledwie trzy razy na przestrzeni sześcioletniej histori Ligi Pool Bilarda 12ft mieliśmy taką sytuację. Marek Żuchowski, Wiktor Doberschuetz i teraz Nikodem Jankowiak. Zawodnicy, którzy po zdobyciu tytułu Mistrza Ligi, nie podjęli się karkołomnej misji jego obrony. Edycja zimowa zatem na pewno przyniesie przejście tytułu w nowe ręce a po pierwszej kolejce widać już pretendenta, który od początku wziął się ostro do roboty. Panie, panowie – Liga Pool Bilarda 12ft edycja ZIMA 2018 właśnie wystartowała.

Od czasu szorowania dna drugoligowej tabeli do wspięcia się na najwyższe podium w Lidze minęły 4 lata. Historia ta powinna być inspiracją dla ludzi, którzy twierdzą, że odstają grą od reszty stawki. Praca i cierpliwość może nas teleportować z ostatnich lokat na czoło stawki. Jedno zwycięstwo na piętnaście rozegranych meczów. Tak wyglądał początek przygody świeżo koronowanego Mistrza z Ligą Pool Bilarda 12ft. Z kolei ostatnie piętnaście ligowych meczów to tylko dwie porażki… No właśnie. Obie z Tytusem Pawlakiem. Jest to niewątpliwie pięta achillesowa nowego Mistrza Ligi – Nikodema Jankowiaka.

Nikodem Jankowiak, ciągle bez porażki i już aż z 6-cioma “laczkami” na koncie, przoduje w 1 Lidze Pool Bilardu. Jego atutami w końcówce rozgrywek są cenne triumfy nad Marcinem Jamroziakiem czy Piotrem Ptaszyńskim. Tydzień temu dołożył również, imponujących rozmiarów, zwycięstwo 7:1 nad Maciejem Górnym. Niezależnie od wyniku, w przedostatnim pojedynku, z Krzysztofem Borowczykiem, najprawdopodobniej najważniejszym meczem sezonu dla Nikodema będzie znów pojedynek z Tytusem Pawlakiem.